czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 23: To już przeszłość

Violetta
Spakowałam już najpotrzebniejsze rzeczy, no dobra nie do końca najpotrzebniejsze ale na pewno mi się przydadzą. Za chwilę powinien zjawić się tutaj mój książę swoimi sportowym samochodem. Strasznie się cieszę, że jedziemy na ten krótki urlop. Mam nadzieję, że po tym wyjeździe nadal będzie tym samym Leonem. Prawdę mówiąc brakuje mi trochę Belli ale takie jest życie nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Spojrzałam na złocisty zegarek znajdujący się na moim lewym nadgarstku. Mam jeszcze nie całe dwadzieścia minut do jego przyjazdu. Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni w celu dokończenia nadpitej już wcześniej kawy. Wzięłam do ręki błękitny kubek z zieloną koniczyną po czym upiłam łyk już zimnego ale nadal smacznego napoju. Kiedy miałam ponownie zamoczyć usta w cieczy, usłyszałam dźwięk dzwonka. Wzdrygnęłam przestraszona co spowodowała iż kawa znalazła się na mojej turkusowej rozkloszowanej sukience. Przeklęłam cicho pod nosem, odstawiłam zdenerwowana kubek na blat po czym szybkim ruchem udałam się do drzwi w celu ich otworzenia. Za drzwiami ujrzałam mojego uśmiechniętego od ucha do ucha ukochanego. Jak na złość po raz pierwszy jest przed czasem. Przywitałam się z nim czułym pocałunkiem a następnie wpuściłam do środka mojego schludnego mieszkania. Zaśmiał się pod nosem widząc już dość widoczną plamę na mojej odzieży.
- Zaniesiesz moją walizkę do samochodu a ja w tym czasie się przebiorę - powiedziałam łagodnym głosem uśmiechając się przy tym do niego. Kiwnął twierdząco głowom po czym razem ze mną ruszył do sypialni zaprać mój bagaż. Kiedy tylko wszedł od razu złapał w swoje silne ręce przedmiot i z wielkim uśmiechem na twarzy wyszedł z pomieszczenia. Natomiast ja jak najszybciej podeszłam do szafy w celu wybrania ubrań na zmianę. Próbowałam jak najszybciej znaleźć coś odpowiedniego jednak to tylko pogarszało sytuację. Kiedy jestem zdenerwowana albo się śpieszę nigdy nic mi nie wychodzi. Po chwili jednak rzuciłam mi się w oczy biała sukienka. Szybko zgarnęłam ją z wieszaka i pobiegłam do łazienki aby zamienić u plamioną odzież na czystą. Wykonałam ta czynność jak na mnie dość prężnie. Wróciłam jeszcze do sypialni ściągnęłam mój złoty zegarek a nałożyłam bransoletkę także w kolorze złotym. Zrzuciłam z moich stóp buty i założyłam białe obcasy, które stały przy łóżku. Spojrzałam w lusterko i uśmiechnęłam się do siebie. Efekt był jeszcze lepszy niż wcześniejsza strój. Rozejrzałam się po pomieszczeniu by zobaczyć czy na pewno wszystko zabrała. Kiedy zorientowałam się, że niczego nie zapomniałam szybko wyszłam z mojej sypialni. Przed wyjściem zgarnęłam jeszcze klucze, których następnie użyłam by zamknąć moje własne królestwo. Obróciłam się i wtedy ujrzałam mojego ukochanego seksownie opartego o swój pojazd bawiącego się kluczykami od samochodu. Uśmiechnęłam się do niego po czym z gracją podeszłam. Jego ręce automatycznie powędrowały na moją talię co wywołało u mnie przyjemny dreszcz.
- Gotowa ? - zapytał z uśmiechem po czym przetarł swoim nosem o mój co wywołało u mnie uśmiech i przyjemne ciepło. Kiwnęłam twierdząco głową po czym delikatnie pocałowałam go w usta. Jak na gentlemana przystało, Leon otworzył mi drzwi i pomógł mi wsiąść do pojazdu. Następnie zamknął drzwi i sam po chwili znajdował się w samochodzie tylko, że od strony kierowcy a chwilę później ruszyliśmy w stronę lotniska.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 22: Prawda

*Dwa tygodnie później*

Skończyła się właśnie rozprawa w sprawie Belli. Jestem zaskoczony wynikiem. Od początku wiedziałem, że to zły pomysł. Nie mogę uwierzyć, że niektórzy ludzie są tak okrutni chociaż twierdzą iż chcą tylko dobra dziecka. Mówią , że tam będzie im lepiej, ale skąd mogą to wiedzieć nie pytając ich o zdanie. Teraz liczy się tylko to jak zareaguje na tą wiadomość mała. Właśnie stoimy przed drzwiami do pokoju, w którym mieszka obecnie Bella. Zacisnąłem pieść i zapukałem po czym wszedłem. Kiedy tylko mnie ujrzała podeszła do mnie nie pewnie i spojrzała. Oglądała moją twarz dokładnie.
- Nie wracam z tobą - odezwała się jako pierwsza prawie płacząc.
- Przykro mi - mówiłem zgodnie z prawdą. Chciałabym aby była inna, ale sąd tak postanowił i muszę się do tego dostosować.
- Czyli zostaje tutaj - stwierdziła i smutna odeszła po czym usiadła podajże na swoje łóżko. Westchnąłem głośno i podszedłem do niej. Spojrzałem na jej dłonie, którymi smutno się bawiła a po chwili ująłem jej małą dłoń w swoją.
- Wracasz do swojej siostry - oznajmiłem jej z nadzieją, że chociaż trochę się ucieszy. Ona nic nie odpowiedziała tylko lekko się uśmiechnęła i przytuliła do mnie. Natychmiastowo oddałem uścisk i pogłaskałem ją po plecach.
- Będziesz mnie odwiedzał ? - zapytała już bardziej radosna i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Zaśmiałem się cicho i pstryknąłem ją w nos.
- Jeśli twoja siostra się zgodzi - odpowiedziałem z wielkim uśmiechem - Chciałbym jeszcze z tobą posiedzieć ale niestety nie mogę. Zaraz powinna przyjechać po ciebie twoja siostra i zabierze cię z powrotem do domu - oznajmiłem patrząc wprost w jej śliczne piwne, pełne radości i euforii oczy. Przytuliła się do mnie po czym pocałowała w policzek. Pomachałem jej i wyszedłem z pokoju a następnie z budynku. Kiedy tylko poczułem wiar, który delikatnie a zarazem zdecydowanie wiał w moją rozgrzaną twarz zrozumiałam, że to co się właśnie stało uczyniło mnie bardziej dojrzalszego i wytrzymałego emocjonalnie młodego mężczyznę. Ludzie jednak mają rację, musisz coś przeżyć by zrozumieć jak na prawdę wygląda ten okrutny ale czasem łaskawy świat. W tym samym momencie doznałem jednej i drugiej strony życia. Odzyskałem miłość swojego życia ale także straciłem osobę, która stała mi się bardzo bliską choć była mi zupełnie obca. Powolnym krokiem udałem się do swojego sportowego auta, w którym czekała na mnie moja Viola. Otworzyłem drzwi i wsiadłem. Na wejściu od razu ujrzałem najpiękniejszy uśmiech.
- I jak ? - zapytała i spojrzała na mnie smutnymi oczami. Westchnąłem głośno a ona od razu złapała mnie za rękę dodając mi otuchy.
- Ciężko - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się blado. Nic więcej nie mówiła tylko pocałowała mnie w policzek co wywołało u mnie szczery uśmiech. Wiem, że mogę liczyć na jej wsparcie w każdej możliwej sytuacji. Jednym zdecydowanym ruchem odpaliłem silnik swojego pojazdu po czym jak najszybciej ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Od czasu kiedy zabrali małą ten dom świeci pustkami, sam rzadko tam przebywałem gdyż byłem zajęty sprawami związanymi z rozprawą. Nawet się nie spostrzegłem a już znajdowałem się pod moją posesją. Zgasiłem silnik i wpatrywałem się w obraz przed siebie. Jak to jest możliwe, że można przywiązać się tak bardzo do osoby, której się nie znam, którą spotkało się przez przypadek w parku? W jednej chwili ona stała się tak jakby częścią mojego życia.
- Idziesz ? - sprowadził mnie na ziemie delikatny głos Violetty, która czekała na mnie obok moich drzwi. Westchnąłem głośno, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki i wysiadłem z czarnego sportowego samochodu. Podszedłem do niej uśmiechnąłem się blado, pocałowałem ją w policzek po czym objąłem ramieniem i razem weszliśmy do środka mojego domu. Kiedy tylko przekroczyłem próg chciałem od razu udać się do swojej sypialni ale niestety drobna rękę moje dziewczyny nie pozwoliła mi na to. Złapała mnie za nadgarstek i obróciła tak abym spojrzał w jej piękne oczy.

sobota, 5 lipca 2014

Decydujący post.



Przez ostatni tydzień nie myślałam o  niczym innym jak o tym blogu i decyzji jaką podjęłam. Powiem szczerze, że nie było to łatwe ale po dość długiej kłótni samej ze sobą zdecydowałam. Jednak zanim oznajmię wam jak jest moja decyzja chciałam podziękować wszystkim, którzy wyrazili opinię na temat mojego bloga.

DZIĘKUJĘ :

*Wszystkim nie podpisanym anonimom ♥
* Aurelia ♥
KatePasquarelli - Anonimek ♥
* Olivia Blanco
* Marta Badzinska ♥
* Luna - Anonimek ♥
* Agnes - Anonimek ♥
* Kasia 15
* Vaness Blanco
* Nath ♥
* Natalia K <3
* Wiktoriaa Castillo ♥                         * Nicol Verdas
* Weronika Paziewska ♥
* Elza Forever
* Macika Policka
* Nikola Matuszyńska
* Bombelka
* Michasia Styles

* Cisver77
* Natkaa^^
* Jula Kami ♥

Czytając wasze komentarze zrozumiałam, że chcąc usunąć bloga poddaję się czego nigdy nie robię. Rozumiałam iż jedna '' hejterowska'' opinia nie powinna zmuszać mnie do tak ważnej dla mnie decyzji, że być może moje rozdziały nie się z najwyższej półki to nie powinnam się poddawać tylko doskonalić to co już potrafię i nadal pisać nie zważając na negatywne opinie innych. Wszystkie ''hejty'' będę traktować jak coś dzięki czemu mogę być lepsza. 

  Jednak nadal zadaje sobie pytanie czy ja się do tego nadaję. Tak uwielbiam pisać rozdziały i dzielić się z wami emocjami jakie mam w sobie, uwielbiam wymyślać niestworzone sytuacje, historie a nawet dialogi.
Moich rozdziały zawierają więcej dialogów, ponieważ jestem osobą, która nie zbyt lubi czytać szczegółowe opisy pomieszczeń, ubrań i innych rzeczy. Nie potrafię rozmawiać o swoich uczuciach  więc też z trudnością przychodzi mi pisanie uczuć bohaterów. Co prawda nie są one najlepsze ale przynajmniej się staram. 
Miło było czytać, że nie którzy dzięki mojemu blogowi założyło swoje a nawet okazało się, że to są blogi, które czytam nałogowo i są jednymi z najlepszych.
 Może czas najwyższy przejść do konkretnego celu tego posta. Mam nadzieję, że nie pożałuję tej decyzji i mimo trudności będę się z tego cieszyć. Nie wiem jak to napisać. Tak po prostu czy może jakiś dramatyczny wstęp ( chwila ciszy ) 


Zdecydowałam, że jednak nie usunę bloga i dalej będę pisać. Wiem, ze pewnie nie każdy się z tego ucieszy no ale trudno tak łatwo się mnie nie pozbędziecie.  
  Dziękuję za uwagę. Jutro być może pojawi się rozdział na obydwóch blogach. 

PS: Postanowiłam, że nie będę już taka niedostępna ( haha ) i założyłam pocztę związaną z blogiem. Możecie pytać o co chcecie, może to być pytania związane z blogiem albo ze mną ( chociaż w to wątpię ). daria.blanco@interia.pl 
 

sobota, 28 czerwca 2014

Nadszedł ten czas.....

''Wszystko co dobre kiedyś się kończy''

Najlepiej będzie jak powiem prost z mostu. Podjęłam decyzję o usunięciu bloga. Nie było to łatwe ale jedna osoba dała mi do zrozumienia, że to jest najlepsze wyjście.
Przez tak długi czas łudziłam się, że potrafię pisać a jednak tak nie jest. Ktoś dał mi do zrozumienia, iż moje zdolności pisarskie są na poziomie jedenastolatki a nawet niżej. Wszystko co pisze jest sztuczne i nie prawdziwe. Pozwolę sobie zacytować ten komentarz, który możecie przeczytać pod ostatnim rozdziałem.
''Ja jak coś robię, to porządnie. A nie same dialogi, których nikt w prawdziwym
 życiu nigdy na głos by nie wypowiedział, sorry nikt by tak nawet nie pomyślał, bo to jest..
no po prostu w prawdziwym życiu tak nie jest! Twój styl pisania mogę porównać
do 11 letniego dziecka, chociaż i w tym wieku niektórzy piszą lepiej od ciebie.
 
                                  I serio dziwię się, że tyle osób cie czyta... Bo co jest akcja?
Hahhaha aż serio żal mi dupę ścisnął. Naprawdę, żal mi cię. Ale okej. Zauważcie wszyscy im więcej komentarzy tym gorszy blog.
No bo kto ma najwięcej? Ktoś kto albo bez przerwy pisze tak zwane +18,
albo same dialogi i "niesamowita" akcja.''
Dziękuję za twoją opinię. Mam nadzieję, że ucieszysz się z mojej decyzji. 
W końcu chyba do tego dążyłaś albo po prostu masz rację. 

Wszystkim bardzo dziękuje, że czytaliście te mojej bezsensowne rozdziały i inne posty. 

Mam do was wszystkich prośbę. Chciałbym abyście napisali prawdziwą
opinię na temat mojego bloga, taką szczerą prosto z serca. 
Dokładnie 05.07.2014 r. zostanie usunięty blog pewnie na zawsze. 

'' Nie smućmy się, że coś się skończyło cieszmy się z tego, że to przeżyliśmy''

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 21: Ulżyło mi

Znajdowały się niebezpiecznie blisko. Odsuń się - krzyczałem na siebie w myślach. Niestety to nic nie dawało. Nagle za plecami Sary dostrzegłem zapłakaną Violettę, która po chwili zniknęła. Wtedy zrozumiałem, że nie mogę jej pocałować.
- Co ty robisz ?  - zapytałem zły i odsunąłem się - Mam dziewczynę, którą kocham a my jesteśmy tylko przyjaciółmi - dodałem już trochę opanowany - Obiecałaś, że nic nie planujesz -podniosłem lekko głos
- A ty co święty ? - zapytała zdenerwowana - Nie odsunąłeś się wiec pomyślałam, że chcesz - dodała
- Kocham Violettę i chce z nią być więc dlaczego miałbym chcieć cie całować ?
- Nie wiem,  może zachciało ci się skoku w bok - zaśmiała się
- Za kogo ty mnie uważasz? - zdenerwowałem się
- A za kogo powinnam? - odpowiedziała pytaniem na pytanie - Nie wyglądasz mi na takiego, który lubi stałe związki - dodała co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało
- Widocznie mnie nie znasz - odpowiedziałem oschle - W przeciwieństwie do ciebie potrafię kochać i mam uczucia, nie potrzebuję pieprzyć się ze wszystkimi na prawo i lewo - dodałem co ją widocznie zabolało popatrzyła na mnie i wyszła z restauracji. Dotarło do mnie wtedy, że chyba przesadziłem. Zapłaciłem za rachunek i wyszedłem z nią. Wróciłem do hotelu a następnie do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i zacząłem się zastanawiać czy powinienem ją przeprosić. Jednak chyba nie powinienem mówić tego. Co prawda nie znam jej na tyle aby ją oceniać. Wstałem z łóżka i udałem się do jej pokoju. Niepewnie zapukałem po chwili usłyszałem ciche '' Proszę''. Złapałem za klamkę i otwarłem drzwi. Ujrzałem Sarę, która pakowała rzeczy do walizki.
- Co ty robisz? - zapytałem i patrzyłem na nią
- Pakuję się. Nie widać - mówiła zła a z jej policzków leciały łzy
- Czemu ? - zapytałem zdziwiony
- Tak będzie lepiej - odpowiedziałem - Chyba nie chcesz pracować z taką puszczalską jak ja - dodała zapięła walizkę i zmierzała do wyjścia
- Zaczekaj. Wcale tak nie uważam - powiedziałem i ją zatrzymałem łapiąc za nadgarstek
- Jakoś w restauracji mówiłeś coś innego. Myślałem, że jesteś inny, ale ty jak wszyscy oceniasz ludzi po wyglądzie - odpowiedziała wyrwała się z mojego uścisku i wyszła z pokoju. Stałem chwilę bez ruchu i zastanawiałem się co mam zrobić. Po chwili jednak wybiegłem szybko z jej pokoju i pobiegłem za nią. Wychodziła już z hotelu, podbiegłem do niej i złapałem ją za nadgarstek.
- Nie wyjeżdżaj - powiedziałem a ona odwróciła się w moją stronę - Przepraszam za to co powiedziałem, poniosło mnie i nie panowałem nad tym co mówię. Na prawdę tak o tobie nie myślę - dodałem a ona się nie odzywała - Powiedziałaś o mnie kilka nie miłych rzeczy i dlatego się tak zareagowałem - próbowałem wyjaśnić swoje zachowanie
- Ale ja nie nazwałam cie puszczalskim - wykrzyczała i łzy leciały jej po policzku
- Przepraszam. Wiem źle zrobiłem, że to powiedziałem. Jeśli ci ulży możesz mnie teraz uderzyć, bo zasłużyłem - powiedziałem i wtedy poczułem na swoim policzku jej dłoń a po chwili ból. Złapałem się za bolące miejsce i spojrzałem na nią.
- Ulżyło mi - stwierdziła i starła łzy a ja się zaśmiałem
- Zostaniesz ? - zapytałem z nadzieją w głosie a ona spuściła głowę i pokiwała przecząco głową - Czemu ? - zapytałem zdziwiony
- Chociaż bardzo bym chciała nie mogę - odpowiedziała i spojrzała na mnie - Boje się, że prędzej czy później zrobię coś czego będziemy żałować oboje i wtedy ty mnie znienawidzisz - dodała - Do zobaczenia w firmie - pożegnała się i wyszła z hotelu zostawiając mnie zdezorientowanego przed drzwiami.

*Trzy dni później*

Violetta

Siedzę razem z Bellą w domu Leona. Od jego wyjazdu tak jakby tutaj mieszkam. Na początku chciałam aby mała była u mnie ale ona się sprzeczała. Już za kilka dni wróci mój ukochany Leoś. Oczywiście rozmawiam z nim parę razy dziennie ale to nie jest to samo. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka. Niechętnie wstałam z kanapy i udałam się otworzyć. Za drzwiami stała zupełnie obca mi kobieta.
- Dzień dobry - przywitałam się niepewnie
- Witam, czy to jest posiadłość Pana Leona Verdas? - zapytała spoglądając do środka
- Tak. A czemu Pani pyta ? - zaniepokoiłam się
- Nazywam się Isolina Gato Sardina przyszłam tutaj w sprawie Belli Rey - odpowiedziała a ja spojrzałam na kanapę, na której siedziała owa dziewczynka. 
- Niech pani wejdzie - powiedziałam i zaprosiłam ją do środka. Zaprowadziłam do jadalni tak aby Bella nic nie słyszała.
- Chce się pani może czegoś napić? - zapytałam
- Nie - odpowiedziała - Chciałabym załatwić to jak najszybciej - dodała - Czy w tej chwili w domu jest obecny Pan Verdas ? - zapytała po chwili
- Niestety nie, obecnie jest  na wyjeździe w sprawach biznesowych - odpowiedziałam
- Czyli Pani opiekuj się Bellą ? - zapytała
- Tak. A coś się stało?
- Owszem. Kilka dni temu dostaliśmy zgłoszenie o zaginięciu. Ofiarą jest wcześniej wspomniana dziewczynka. Pan Leon Verdas jest podejrzany o porwanie - wyjaśniła mi zaistniałą sytuację
- Porwanie? - zapytałam zdziwiona - Przecież ona jest tutaj dobrowolnie. I z tego co opowiadał mi Leon, ona uciekła z domu, bo była bita - broniłam mojego chłopaka
- Z zeznań opiekunki prawnej Belli jest inaczej - powiedziała - Zostanie wszczęte postępowanie sądowe przeciwko Panu Verdas - dodała i wstała
- To są chyba jakieś żarty, prawda? Przecież on nie może być oskarżony o porwanie skoro ona jest tutaj dobrowolnie - podniosłam głos
- Nie ma dowodów, że to nie jest porwanie - stwierdziła - A teraz przepraszam ale muszę zabrać ze sobą Bellę i oddać ją opiekunce prawnej - dodała i ruszyła w stronę salony.
- Nigdzie jej Pani nie zabierze - powiedziałam pewna siebie i stanęłam naprzeciwko
- Przykro mi, ale muszę to zrobić
- Nie, Bella jest teraz pod moją opieką i nigdzie jej nie oddam - walczyłam o swoje
- W taki razie będę zmuszona wrócić tutaj z policją - próbowała mnie zastraszyć
- Proszę bardzo, nie przestraszy mnie tym pani - powiedziałam i zmierzałam do wyjścia - A teraz proszę opuścić tą posiadłość - dodałam a kobieta bez słowa wyszła. Zamknęłam za nią drzwi i głośno westchnęłam. Spojrzałam na przestraszoną Bellę i podeszłam do niej.
- Czy ona mnie stąd zabierze ? - zapytała
- Nie pozwolę na to - odpowiedziałam i wyciągnęłam z kieszeni telefon - I Leon także - dodałam i wybrałam numer do mojego chłopaka. Po kilki sygnałach odebrał.
L: Hej kochanie
V: Cześć, Leon jest poważna sprawa
L: Co się stało ?
V: Musisz tutaj przylecieć i to jak najszybciej
L: Violu wiesz, że nie mogę mam spotkania
V: Chodzi o Bellę. Chcą ją zabrać.
L: Co ? Ale dlaczego?
V: Podobno jej opiekunka prawna zgłosiła jej zaginiecie
L: Przecież ona uciekała
V: Przyleć jak najszybciej. Opowiem ci wszystko jak będziesz na miejscu - rozłączyłam się i usiadłam obok małej przytulając ją do siebie.

*Kilkanaście godzin później*

- Nie możecie przecież jej tak zabrać! - podniósł głos zdenerwowany Leon
- Proszę nie krzyczeć - mówił łagodnie jakiś facet
- Jak ma nie krzyczeć kiedy pracują tutaj sami idioci!! - krzyknął Leon
- Proszę się uspokoić albo zawołam ochronę i wyprowadzą pana
- A proszę bardzo niech mnie wyprowadzają tylko, że Bella idzie ze mną - powiedział stanowczo
- Leon uspokój się, krzykiem nic nie załatwisz - powiedziałam i złapałam go za rękę natomiast on westchnął głośno i usiadł na krześle.
- Dopóki sprawa z porwaniem ..
- Nie było żadnego porwania! - krzyknął Leon spojrzałam na niego groźnym wzrokiem a on tylko podniósł ręce w geście obrony.
- Tak jak mówiłem zanim mi bezczelnie przerwano - zaczął i spojrzał na Leona a on posłał mu zabójcze spojrzenia - Dopóki sprawa się nie wyjaśni, dziewczynka zostanie w domu dziecka - zakończył
- Czyli lepiej żeby była w domu dziecka niż mieszkała ze mną - zapytał zirytowany Leon
- Tak będzie dla niej lepiej - powiedział na co Leon się zaśmiał
- Żartuje pan sobie ? Pan uważa, że lepiej będzie jej mieszkać z obcymi ludźmi niż ze mną. Osobą, z którą mieszkała dobrowolnie, powtarzam dobrowolnie przez dłuższy czas - odpowiedział Leona 

- Mogą państwo opuścić to pomieszczenie - stwierdził i wskazał na drzwi. Mój chłopak już otwierał buzię by coś powiedzieć - Skończyłem z panem rozmawiać, proszę wyjść - dodał a my posłusznie wykonaliśmy jego polecenia. Pod drzwiami czekała na nas Bella razem z opiekunką z Domu dziecka.
- Leon ! - krzyknęła szczęśliwa i wskoczyła na niego - Powiedz, że mnie zabierasz ze sobą - powiedziała i spojrzała na niego
- Chociaż bardzo by chciał nie mogę - odpowiedział załamany natomiast po jej małych policzkach zaczęły spływać łzy - Nie płacz księżniczko - dodał i otarł jej łzy na co ta się uśmiechnęła po czym w niego wtuliła.
- Ja chce wrócić z tobą - mówiła przez łzy
- Bella musimy już iść - odezwał się ta kobieta a mała na te słowa jeszcze bardziej wtuliła się w Leona. Na ten widok w moim oku pojawiła się pojedyncza łza. Leon delikatnie ją postawił i z trudnością od siebie odsunął. Kobieta złapał mała za rękę i ruszyła jednak Bella kurczowo trzymała Leona za rękę.
- Nie zostawiaj mnie ! Ja chce zostać z tobą ! Proszę zabierz mnie stąd ! - krzyczała ze łzami w oczach trzymając rękę Leona a kobieta na siłę odciągała ją od niego.
- Zrobię wszystko abyś wróciła do mnie - oznajmił Leon - Wrócę po ciebie - dodał i pocałował ją w policzek - Kocham cię - wyszeptał jej słyszalnie na ucho i pocałował w czubek głowy. Niechętnie wstał i pomachał jej. Kiedy widział jak się oddala jego oczy momentalnie się zaszkliły. Przytuliłam go do siebie i spojrzała na niego. Natomiast on patrzył na małą, która znajdowała się coraz dalej 

- Nie odpuszczę tak łatwo - wyszeptał i przytulił mnie mocniej do siebie.
*************

Strasznie krótki wyszedł ale ważne, że jest chociaż nie powinien. Co tak mało komentarzy w poprzednim poście? hmmm. Nie ładnie. Na tamtym blogu jest tylko 6 komentarzy więc poczekacie sobie na rozdział, który jest chyba jednym z najciekawszych. 15 komentarzy - NEXT

niedziela, 15 czerwca 2014

One Shot: Sama tego chciałam cz 4.

- Co ty tutaj robisz ?- zapytałam zdenerwowana. Nie mogę uwierzyć, że po tym wszystkim ma czelność tutaj przyjeżdżać.
- Nie cieszysz się, że widzisz swojego męża - powiedział i wszedł do środka
- No wiesz jakoś nie za bardzo - odpowiedziałam podniesionym głosem - I nie nazywaj się moim mężem, bo już dawno nim nie jesteś - dodałam i chciałam go wyprosić z mieszkania ale podszedł do nas mój tato.
- Witaj, Tomas jak dobrze, że jednak do nas przyjechałeś - odezwał się a ja na niego spojrzałam
- Ty go tutaj zaprosiłeś?- zapytałam sztucznie się uśmiechając.
- Tak, cieszysz się ? - odpowiedział a ja przytuliłam się niechętnie do Tomasa
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy, tato także się uśmiechnął i odszedł a ja natychmiast odsunęłam się od Tomasa.
- Teraz wszystko rozumiem - odezwał się uśmiechając a ja spojrzałam na niego zdziwiona - Nie powiedziałaś swojemu ukochanemu ojczulkowi, że się rozstaliśmy - dodał z chytrym uśmieszkiem i usiadł na kanapie
- Nie, bo wtedy będzie miał satysfakcje, że miał co do ciebie rację - warknęłam na niego a on się zaśmiał - Na ile tu zostajesz ? - zapytałam obojętna i założyłam ręce na piersi.
- Na ile tylko będziesz chciałam - odpowiedział z uśmiechem
- Jak dal mnie to możesz już wracać - powiedziałam i udałam się do pokoju. Usiadłam zła na swoim łóżku i miałam ochotę się popłakać. Myślałam, że się od niego uwolniłam, że teraz moje życie będzie wyglądać tak jak zawsze chciałam ale jak zwykle on musi wszystko zepsuć. Wzięłam do ręki mój telefon i wysłałam wiadomość do Leona.

Do: Leon ;*
Wyjdziemy gdzieś dzisiaj ? ;)

Od: Leon ;*
Chętnie ale niestety musiałem nagle wyjechać na cztery dni ;(

Do: Leon ;*
Trudno ;(( Tęsknie i kocham <3

Od: Leon ;*
Ja też cię kocham <3 Zadzwonię później a teraz muszę kończyć, bo zaraz wylatuję ;(

Odłożyłam telefon na półkę i położyłam się na łóżko. Postanowiłam, że powinnam powiedzieć mojemu tacie o tym wszystkim a mianowicie o Tomasie i o mnie. Niechętnie wstałam z łóżka i udałam się do salonu. Dostrzegłam tam mojego byłego męża i ojca, którzy z radością oglądali mecz. Westchnęłam głośno i ruszyłam do kuchni. Oparłam się o blat. Nie dam rady mu tego powiedzieć. Teraz kiedy w końcu zaakceptował chociaż trochę Tomasa mam mu powiedzieć, że moje małżeństwo było fikcją i chodziło tylko o pieniądze. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Niechętnie poszłam je otworzyć. Ujrzałam moją kochaną przyjaciółkę Fran, od razu się na nią rzuciłam i przywitałam.
- Mam ci tyle do powiedzenia - odezwałam się jako pierwsza
- Przecież widzieliśmy się wczoraj - zaśmiała się i popatrzyła na kanapę - To Tomas ? - zapytała niezbyt zadowolona
- Tak, chodź pójdziemy do naszej kawiarni i wszystko ci wyjaśnię - powiedziałam i szybko wyszłam z domu. Ona tylko się uśmiechnęła się do mnie i razem ruszyłyśmy do wyznaczonego miejsca. Kiedy tylko dotarłyśmy zaczęłam jej opowiadać wszystko co wydarzyło się wczorajszego i dzisiejszego dnia.

* Cztery dni później*

Nareszcie dzisiaj wraca Leon. Strasznie się za nim stęskniłam przez te parę dni. Jak ja mogła wytrzymać te wszystkie lata bez niego. Może dlatego, że myślałam iż kocham Tomasa. No waśnie jeśli o nim mowa. Nadal mieszka z nami w domu tato nic nie wie o naszym rozstaniu a Leon o jego przyjeździe, tyle razy chciałam mu to powiedzieć ale nie potrafiłam. Do tego wszystkiego dzisiaj do nas na kolacje przychodzą wspólnicy ojca i chcą nam przekazać coś ważnego. Nie mam na to najmniejszej ochoty, bo będę musiała udawać zakochaną i szczęśliwą z Tomasem. Od kilku dni nie czuję się za dobrze i to mnie dobija. Postanowiłam się przejść do Fran. Dawno się z nią nie widziałam, bo była zajęta swoim synkiem, który się rozchorował. Biedactwo. Zapukałam do drzwi i już po chwili otworzyła mi uśmiechnięta Włoszka.
- Cześć, nie przeszkadzam ? - zapytałam a ona tylko otworzyła szerzej drzwi. Bez wahania weszłam do środka i usiadłam na kanapie.
- Chcesz coś do picia ? - zapytała
- Mogłabyś zrobić mi kawę - odpowiedziałam z uśmiechem a ona udała się do kuchni.
- I jak tam wytrzymujesz z Tomasem ? - krzyknęłam do mnie Fran
- Niestety nie, z nim się nie da wytrzymać - odpowiedziałam także krzycząc
- A powiedziałaś już Leonowi o jego przyjeździe ? - zapytała i weszła do salonu a ja spuściłam głowę - Viola wiesz, że jak on się dowie nie od ciebie to nie będzie ciekawie - dodałam
- Tak wiem ale jakoś nie potrafię mu tego powiedzieć tak samo jak tacie o tym, że ja i Tomas nie jesteśmy już razem - wytłumaczyłam się i wtedy usłyszałyśmy gwizd, który informował, że woda jest już gotowa. Francesca wstała i poszła dokończyć przygotowywanie napojów. Po chwili powróciła do mnie z dwoma kubkami, postawia jeden przede mną a następnie zajęła swoje miejsce. Podniosłam kubek z kawą, upiłam łyk i nagle zrobiło mi się niedobrze. Zakryłam ręką usta i  pobiegłam do łazienki. Na szczęście wiedziałam gdzie się znajduje. Okazało się, że musiałam zwymiotować, pewnie zjadłam coś nieświeżego. Kiedy skończyłam umyłam twarz i wyszłam z łazienki. Po drzwiami stała Fran.
- Wszystko dobrze ? - zapytała zmartwionym głosem
- Tak, zrobiło mi się niedobrze ale wszystko już gra -  odpowiedziałam i wtedy poczułam kolejną nieprzyjemną falę. Wróciłam do toalety i znowu zaczęłam wymiotować.
- Na pewno wszystko dobrze ? - zmartwiła się Fran
- Tak, chyba zjadłam coś nieświeżego - powiedziałam i przepłukałam usta
- Viola - zaczęła i podeszła do mnie - Zabezpieczyliście się ? - zapytała z powagą a ja się zaśmiałam ale po chwili spoważniałam i sobie przypomniałam, że jednak nie - Robiłaś test ? - dodała
- Nie, bo nawet nie przyszło mi na myśl, że mogę być w ciąży - odpowiedziałam prawie płacząc.
- Idziemy do apteki - postanowiła i pociągnęłam mnie ze sobą.

*Wieczorem*

Nadszedł czas tej cholernej kolacji, na którą nie mam ochoty. Ubrana, umalowana i wyszykowana zeszłam na dół. W salonie zastałam mojego ojca i Tomasa. Z niechęcią zeszła do nich i stanęłam obok mojego byłego męża, tato się tylko uśmiechnął i udał do kuchni.
- Ślicznie wyglądasz - odezwał się Tomas a ja spojrzałam na niego złowrogo
- Daruj sobie - powiedziałam i chciałam odejść ale on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Staliśmy bardzo blisko siebie. Lekko się do mnie uśmiechnął i przybliżył. Na szczęście ktoś zadzwonił dzwonkiem. Odepchnęłam go od siebie i poszłam do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam rodziców Leona.
- Dzień Dobry - przywitałam się niepewnie a on się uśmiechnęli
- Witaj Violetto, jak ty pięknie wyglądasz - odezwała się Veronica
-  Dziękuję, Pani także - odpowiedziałam i zaprosiłam ich gestem ręki do środka. Przywitali się z Tomasem lecz jednak nie chętnie. Zawsze uważali, że powinnam być z Leonem zresztą sama tak uważałam i nadal uważam. Podeszłam do nich i stanęłam obok Tomasa a on objął mnie swoim ramieniem i przysunął do siebie. Gotowałam się ze złości w środku. Po chwili usłyszeliśmy dzwonek go drzwi, mój ojciec poszedł otworzyć.
- Przepraszam za spóźnienie ale ... - przerwał Leon kiedy zobaczył mnie stojącą w objęciach Tomasa. Zauważyłam na niego twarzy złość a w oczach ból. Spojrzałam ze złością w oczach na mojego byłego męża natomiast on spojrzał na Leona następnie na mnie, uśmiechnął się i pocałował w usta. Oderwałam się od niego po dłuższej chwili, mój wzrok od razu powędrował w stronę Leona, który stał ze smutkiem. Pokręcił przecząco głową po czym zaśmiał się i wyszedł z domu.
- Leon zaczekaj ! - krzyknęłam ale on nie zwracał na to uwagi - Widzisz co narobiłeś  - zwróciłam się do Tomasa - Nienawidzę cię - dodałam zapłakana i pobiegłam z Leonem
- Violetta, co tu się dzieje ? - zapytał mu ojciec łapiąc mnie za nadgarstek
- Niech Tomas ci to wszystko wyjaśni - powiedziałam, spojrzałam jeszcze raz na Tomasa, wyrwałam się tacie i pobiegłam szybko za Leona. Miałam tylko nadzieję, że nie przyjechał autem. Rozejrzałam się i ujrzałam jakąś sylwetkę idącą po chodniku. Nie byłam pewna czy to ona ale zaryzykowałam i pobiegłam za nim. Kiedy byłam wystarczająco blisko rozpoznałam, że to Leon.
- Leon ! - zawołałam - Proszę cię daj mi to wyjaśnić - powiedziałam płacząc
- Co ty chcesz mi wyjaśniać ? - zapytał zdenerwowany - Okłamałaś mnie i tyle - krzyknął a ja spuściłam głowę i płakałam - Wiesz co lepiej wracaj do swojego kochanego męża i zostaw mnie w spokoju, nie ran mnie więcej i pozwól mi zaznać szczęścia, którego nie mogłem otrzymać od ciebie - dodał i odszedł. Patrzyłam jak odchodzi i wtedy zrozumiałam, że nie mogę dać mu odejść.
- Jestem w ciąży! - krzyknęłam ze łzami w oczach natomiast on stanął i się odwrócił.
- Gratuluje - powiedział - Teraz możesz stworzyć z nim szczęśliwą rodzinę o jakiej zawsze marzyłaś - dodał - Mam nadzieje, że zaprosisz mnie na chrzciny - uśmiechnął się sztucznie i znowu odszedł.
- To twoje dziecko, idioto ! - krzyknęłam z całych sił i czekałam na jego reakcję. Stanął po czym po chwili się obrócił i podszedł do mnie
- Co ? - zapytał zdezorientowany
- Ty jesteś ojcem mojego dziecka - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy, nie czekałam zbyt ponieważ sama postanowiłam działać i go pocałowałam. Oddał pocałunek z czego się ucieszyłam. Po kilku minutach się od siebie oderwaliśmy a ja spojrzałam mu prosto w oczy - Tylko z tobą chce stworzyć prawdziwą i szczęśliwą rodzinę. Chce z tobą zostać do końca życia a nawet dłużej, bo cię kocham i to bardzo - dodałam i się w niego wtuliłam
- Ja też cię bardzo kocham - odezwał się i pocałował mnie w czubek głowy

* Osiem miesięcy później*

Od mojego rozwodu z Tomasem minął dokładnie pięć miesięcy. Sędzia uznała, że rozwód jest z winy Tomas i dlatego nie przyznał mu połowy pieniędzy, które ojciec na nas przepisał. Teraz jestem szczęśliwa z jedynym facetem, którego kocham czyli z Leonem, który dwa miesiące temu oświadczył mi się. Oczywiście przyjęłam je z czego jestem szczęśliwa i jeszcze bardziej w nim zakochana. Aktualnie jesteśmy w naszym nowym mieszkaniu i urządzamy pokoik dla naszej małej kruszynki, która urodzi się już za trzy tygodnie. Kiedy Leon dowiedział się jaka jest płeć naszego dziecka, ucieszył się jak małe dziecko, które dostało lizaka. Niespodziewanie poczułam na moim brzuchu czyjeś dłonie. Od razu wiedziałam do kogo należą.
- Szczęśliwa ? - szepnął mi na ucho Leon natomiast ja nic się nie odezwałam tylko odwróciłam i pocałowałam czule w usta.
- Z tobą zawsze jestem szczęśliwa - odpowiedziałam z wielkim uśmiechem na ustach
- Kocham Cię - powiedział i mnie czule pocałował - I moją małą kruszynkę też - dodał i pogłaskał mnie po brzuchu. Zaśmiałam się i po chwili czułam na swoich ustach pocałunek, mojego narzeczonego oraz ojca naszego nienarodzonego dziecka.

*********************
Nareszcie ! W końcu skończyłam pisać zakończenie tyle mi to zajęło a nie wyszło tak jak chciałam. Trudno się mówi i żyje się dalej. Przepraszam z błędy!