sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 27: Najbliższych

*Pięć dni później*
Violetta
Od kilku minut razem z Leonem stoimy przy bramce czekając na odprawę. Niestety nastąpił ten dzień, w którym musimy wracać. Jedyny w tym plus jest taki, że będziemy mieszkać razem. Jestem pewna, że teraz w naszym związku będzie wszystko dobrze. Kocham go, kocham i to bardzo. Szaleje kiedy nie ma go przy mnie przez kilka minut więc nie wiem jakby miała sobie poradzić gdybyśmy się rozstali, ale wiem, że tak nie będzie. Nasza miłość zwycięży wszystko. Wszelkie kłótnie, rozłąki i głupie nie porozumienia. Nie łudzę się, że wszystko będzie kolorowo, bo tak nigdy nie jest, ale wiem natomiast to, że nigdy nie przestanę go kochać i nigdy o nim nie zapomnę. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Od razu wiedziałam kto to, bo tylko jedna osoba wywołuje u mnie to przyjemne ciepło na sercu. Przeniosłam swój wzrok na Leona i szczerze się do niego uśmiechnęłam po czym położyłam swoja głowę na jego ramieniu. Westchnęłam cicho i wtedy on delikatnie pocałował czubek mojej głowy. Niby zwykły czuły gest, ale dla mnie znaczy coś więcej. To własnie dzięki takim mały gestom czuję się kochana, czuję miłość jaką on mnie darzy i to, że zależy mu na mnie i na nas. Spojrzałam na nasze dłonie i uśmiechnęłam się po czym jeszcze mocnej ścisnęłam. Kiedy wszystko już załatwiliśmy, udaliśmy się do samolotu a następnie zajęliśmy wyznaczone miejsca. Przez ten cały czas nie puszczałam delikatnie przytulać się do Leona i ściskać jego dłoni.
- Boisz się? - szepnął mi do ucha mój chłopak po czym delikatnie musną mój policzek. Spojrzałam na niego po czym z uśmiechem wymalowanym na twarzy pokiwałam przecząco głową.
- Po prostu cię kocham i nie chce cię nigdzie puszczać - odpowiedziałam patrząc na niego po czym wtuliłam się w jego tors. Ponownie dzisiejszego dnia poczułam na swojej głowie jego rozgrzane usta, które składały na czubku mojej głowy delikatny pocałunek. Następnie przybliżył swoich ust nasze dłonie i pocałował zewnętrzną część mojej. Uśmiechnęłam się szerzej po czym położyłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy by odpłynąć do Krainy Morfeusza.

Francesca
Weszłam do kuchni w celu zrobienia coś do jedzenia. Włączyłam radio by nie było cicho po czym zabrałam się do przyrządzania posiłku. Przez jakiś czas szukałam czegoś odpowiedniego w mojej książce kucharskiej. Jednak po chwili zrezygnowałam z gotowania ponieważ zorientowałam się, że i tak nikt tego nie będzie jeść ponieważ Marco znowu pomaga swojemu ojcu a Diego wyszedł na miasto. Zrezygnowana  usiadłam na krześle po czym wzięłam do ręki jakąś gazetę, która zaczęłam przeglądać. Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy mój związek z Marco nie przechodzi jakiegoś kryzysu. Wychodzi rano, wraca wieczorem  i kładzie się spać a następnego dnia znowu to samo. Mieliśmy tworzyć szczęśliwy związek małżeński a ja nie czuje się już szczęśliwa. Teraz więcej czasu spędzam z Diego niż z moim mężem. Kiedy chcę gdzieś wyjść to Marco nie może, bo obiecał pomóc ojcu i wszędzie chodzę z naszym przyjacielem. On jest częściej ze mną niż facet, którego poślubiłam. Westchnęłam głośno po czym wstałam i zmierzałam do radia aby je wyłączyć lecz zrezygnowałam z tego ponieważ zaczęła lecieć jedna z moich ulubionych piosenek. Pod głosiłam urządzenie i zaczęłam tańczyć śpiewając przy tym. Kręciłam się po całej kuchni, wirowałam między jednym a drugim blatem, była tak zajęta, że nawet nie zauważyłam Diego, który stał oparty o futrynę i przyglądał mnie się z uśmiechem. Podeszłam do niego i jednym ruchem pociągnęłam by zatańczył ze mną. Złapałam jego jedną dłoni i położyłam sobie na tali a druga złapałam w swoją. Poprawiłam jego postawę po czym zaczęliśmy tańczyć. Uśmiechaliśmy się do siebie nawzajem. Zaczęliśmy tańczyć po całym domu. Nie zwracaliśmy już zbytnio uwagi na muzykę jaka leciała w radiu. Za każdym razem kiedy Diego mnie obracał, zaczynałam się śmiać. Nasz wspólny taniec skończył się tak iż szatyn odchylił moje ciało a następnie podniósł i ostatni raz zakręcił.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 26: Łazienka wolna

Francesca
Obudziłam się dzisiaj wcześniej od mojego męża. Uśmiechnęłam się na sam widok jego rozczochranej bujnej fryzury. Pocałowałam go delikatnie w policzek po czym wstałam z naszego wygodnego łóżka. Udałam się w kierunku naszej wspólnej łazienki, która byłam w idealnie czystym stanie. Co mnie zadziwiło ponieważ pamiętam, że Marco zostawił tu wczoraj straszny bałagan. Weszłam do środka i rozebrałam się do nagości. Przeszedł mnie zimny dreszcz więc od razu weszłam pod prysznic. Odkręciłam kurek z ciepłą a za chwilę z zimną wodą i ustawiłam odpowiednią temperaturę dla mojego zimnego ciała. Kiedy poczułam na swoim nagim ciele strumień wody na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Po kilku minutach namydliłam swoje ciało moim ulubionym płynem do mycia ciała, następnie opłukałam po czym zakręciłam kurek z wodą i mokra wyszłam z kabiny prysznicowej. Wytarłam swoje ociekające ciało jasnozielonym ręcznikiem po czym owinęłam się nim w pasie i wyszłam z łazienki. Udałam się do naszej sypialni. Mój mąż jeszcze spał więc jak najciszej podeszłam do szafy, z której wyjęłam bieliznę a następnie ubrania na dzisiaj. Wróciłam z powrotem do zaparowanej łazienki, w której odziałam się w ciuchy i zrobiłam lekki makijaż, który szczerze mówiąc nie był mi potrzebny. Poprawiłam swoje czarne włosy, spryskałam się delikatnie perfumami i wyszłam z łazienki zadowolona z efektu końcowego. Udałam się do kuchni w celu zrobienia śniadania. Niestety ktoś już mnie w tym uprzedził ponieważ z kuchni dochodził niesamowity zapach gofrów. Niepewnie stanęłam w progu i ujrzałam odwróconego do mnie tyłem Diego, w samych spodniach. Oparłam się o futrynę i zaczęłam obserwować go. Wcześniej nie dostrzegłam, ale on jest dobrze zbudowany aż nie chciało się oderwać wzroku od jego umięśnionych ramion. Przygryzłam lekko swoją wargę. Przez chwilę wyobraziłam go sobie w samych bokserkach, za co od razu skarciłam się w myślach. Odwrócił się w moją stronę i wtedy ujrzałam delikatnie wyrzeźbione mięśnie brzucha. Ciekawe jakie to uczucie, kiedy obejmuje cię ktoś tak umięśniony.
- Cześć - odezwał się wyrywając mnie z rozmyślań. Niepewnie się do niego uśmiechnęłam po czy podeszłam i nie wiedząc czemu pocałowałam w policzek. Zdziwił się, ale po chwili odwzajemnił uśmiech.
- Nie wiedziałam, że umiesz gotować - zaśmiałam się i oparłam się tyłem o blat nadal wpatrując się w niego. On tylko uśmiechnął się i także oparł tyłem o blat, który znajdował się naprzeciwko mojego.
- Bo nie umiem - zaśmiałam się a on razem ze mną - Kupiłem gofry w tej cukierni niedaleko - wytłumaczył skąd wziął się posiłek. Uśmiechnęłam się do niego promiennie po czym podeszłam do blatu, o który się opierał. Wzięłam do ręki bitą śmietanę, otworzyłam opakowanie i prysnęłam sobie do buzi.
- Liczą się chęci - powiedziałam i ponownie napełniłam swoja buzię. On tylko się zaśmiał, podszedł do mnie i zabrał mi puszkę po czym sam sobie psiknął. Uśmiechnęłam się do niego promiennie. Wzięłam dwa talerze po czym nałożyłam na nie gofry. Wyciągnęłam z lodówki wczoraj kupione owoce, czyli miedzy innymi truskawki, winogrona, jagody i maliny. Podałam mu je i zabrałam od niego puszkę a do drugiej ręki wzięłam talerz z goframi i udałam się do jadalni. Obróciłam się w jego stronę. Stał w tym samym miejscu zdezorientowany.
- Idziesz jeść? - zapytałam z uśmiechem a on tylko przytaknął niepewnie głową i razem poszliśmy do jadalni, w której zaczęliśmy konsumować jedzenia. Mieliśmy przy tym trochę zabawy ponieważ Diego kilka razu upuścił ze śmiechu gofra z bitą śmietaną na spodnie. Kiedy kończyliśmy jeść do jadalni wszedł jeszcze zaspany Marco. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę dwunastą dziesięć.
- Jedliście beze mnie? - zapytał oburzony za co zaraz skarciłam go wzrokiem.
- Gdybyśmy mieli na ciebie czekać umarlibyśmy z głodu - mówiłam wstając od stołu zbierając brudne naczynia. Diego widząc co robię także wstał i także zaczął zbierać. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się. Przeniosłam swój wzrok na mojego męża po czym także się uśmiechnęłam.
- Pamiętasz, że idziemy dzisiaj na zakupy? - zapytałam idąc do kuchni. Odstawiłam brudne naczynia do zmywarki a Diego zrobił to samo. Patrzyłam na mojego męża wyczekując odpowiedzi - Zapomniałeś - stwierdziłam i udałam się do salonu.
- Nie, znaczy tak, ale obiecałem swojemu tacie, że pomogę mu w malowaniu pokoju - wyjaśnił drapiąc się po głowie. Uśmiechnęłam się sztucznie i kiwnęłam głową, że to rozumiem.
- Trudno, bo bardzo chciałam kupić sobie coś nowego - powiedziałam i spojrzałam na niego smutną minką. On tylko spojrzał na mnie i pokiwał przecząco głową informując mnie o tym, że nie może się wycofać. Westchnęłam głośno po czym spojrzałam na niego przyjaciela - W takim razie Diego ze mną pójdzie - postanowiłam i ruszyłam w stronę salonu a następnie usiadłam na kanapę włączając telewizor
- Ja? - zapytał idąc za mną. Usiadł bok mnie i spojrzał zdziwiony.
- No tak, pomożesz mi coś wybrać i będziesz nosił torby - wytłumaczyłam mu a on chciał już coś powiedzieć - I nie ma żadnych wymówek - dodałam a on tylko westchnął, wstał z kanapy i spojrzał na mnie.
- Kiedy wychodzimy?- zapytał zrezygnowany a ja się zaśmiałam po czym spojrzałam na niego.
- Jak tylko się ubierzesz - odpowiedziałam uśmiechnięta po czym pokazałam gestem ręki na jego gołą klatę, która mi nie przeszkadzała. On tylko spuścił głowę i udał się do swojej sypialni. Zaśmiałam się i powróciłam do oglądania.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 25: Oświadczyny?

- Violetta.. - zacząłem nie pewnie i nabrałem powietrza. Natomiast ona spojrzała na mnie zapłakanymi oczami. Patrzyłem w nie i układałem sobie w głowie zdania i co powinienem jej w takiej sytuacji powiedzieć. Przecież ja ją oskarżyłem o zabicie dziecka. Wytłumaczenie, że powiedziałem tak pod wpływem złości nie jest wymówką. Jestem pewien, że te słowa ją zraniły i możliwe wyrządziły jakiś uraz do mnie. Może nawet przestała mnie kochać. Widziałem w jej oczach, że oczekuje odpowiedzi więc po prostu powiedziałem co czułem
- Przepraszam. Wiem, że to nic nie zmieni i moje wytłumaczenia, że poniosły mnie emocje także, ale zrozum mnie. Dowiedziałem się, że miałem dziecko, o którym istnieniu nie wiedziałem a później o jego śmierci. Wiem, że tobie także nie było łatwo z tą sytuacją, ale gdybyś mi tylko o tym powiedziała wszystko potoczyło by się inaczej. Możliwe, że nasze dziecko by żyło a my bylibyśmy jeszcze szczęśliwsi niż teraz. Nie pomyśl sobie, że cię obwiniam o to iż mi nie powiedziałaś, ale to boli. Boli mnie, że ukrywałaś przede mną tak ważną sprawę przez prawie dwa lata. Lecz dopiero dzięki pewnej osobie zrozumiałem, że to był sprawdzian dla nas i naszego związku. Los chciał sprawdzić czy nasza miłość jest tak silna by przetrwać tą sytuację - przerwałem moją wypowiedź, którą mówiłem prosto z serca. Spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach natomiast ja pocałowałem ją czule w usta - Kocham Cię, cholernie Cię kocham - dodałem wpatrując się w jej przepiękne oczy
- Leon ja ....

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 24: Musisz coś wiedzieć

Violetta
Znajdowałam się w głębokim śnie kiedy nagle obudził mnie głośny dźwięk tłuczonego szkła wydobywający się prawdopodobnie z kuchni znajdującej się w naszym apartamencie. Natychmiastowo podniosłam się do pozycji siedzącej. Spojrzałam w miejsce gdzie zasypiał Leon ale dziwnym trafem go tam nie było. Zlękłam się trochę, bo co jeśli to jakiś włamywacz i zaatakował mojego Leosia. Co ja wygaduję przecież to jest hotel i raczej nikt by się tu nie włamał. Powoli wstałam z łóżka i założyłam na swoje rozgrzane, ubrane w bieliznę ciało szlafrok po czym niepewnym krokiem opuściłam naszą sypialnie. Udałam się w stronę skąd wydobywał się hałas. Weszłam ostrożnie do kuchni i ujrzałam mojego ukochanego Leona zbierającego szkło z podłogi. Zaśmiałam się w myślach i przyglądałam się mu przez chwile.
- Od zawsze wiedziałam, że jesteś niezdarą - mówiłam lekko się śmiejąc. Natomiast on podniósł wzrok na mnie i się sztucznie uśmiechnął. Podeszłam do niego i pomogłam mu pozbierać kawałki szkła. Nie odzywaliśmy się do siebie przez cały czas. Kiedy skończyliśmy wykonywać tą czynność podeszłam do Leona i tak po prostu się w niego wtuliłam.
- Czemu tak wcześnie wstałeś ? - zapytałam nadal go przytulając
- Nie mogłem spać i chciałem nam zrobić śniadanie - odpowiedział całując mnie delikatnie w czubek głowy a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech - Idź się ubrać a ja dokończę śniadanie - powiedział natychmiastowo podniosłam głowę i spojrzałam w jego oczy. Uśmiechnął się do mnie blado po czym pocałował w usta i wrócił do przygotowywania śniadanie. Na pierwszy rzut oka widać, że coś jest z nim nie tak. Mam tylko nadzieję, że nie chodzi o Bellę. Patrzyłam przez chwilę na niego po czym wróciłam z powrotem do sypialni. Udałam się do swojej szafy w celu wybrania odpowiedniego stroju na dzisiejszy dzień. Nie zamierzałam się zbytnio stroić. Po wybraniu odpowiednich ubrań ruszyłam do łazienki gdzie zaczęłam swój osobisty relaks. Spokojnym krokiem weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam kurek z wodą zimną i ciepłą ustawiając na odpowiednią dla mnie temperaturę. Kiedy tylko woda dotknęła mojego ciała przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Po upływie kilku minut namydliłam swoje ciało orzechowym płynem z nutką wanilin. Zapach był bardzo przyjemny i relaksujący. Kiedy skończyłam rozkoszować się, opłukałam swoje ciało z piany po czym wyszłam z kabiny i owinęłam ciało ręcznikiem o kolorze pudrowego różu. Wytarłam się a następnie odziałam w strój kąpielowy. Ubrałam na to zestaw, który wcześniej przyszykowałam. Wysuszyłam swoje włosy a następnie podkręciłam delikatnie lokówką. Zrobiłam jeszcze delikatny makijaż. Zadowolona z efektu końcowego ruszyłam do mojego ukochanego. Uśmiechnięta od ucha do ucha zmierzałam w stronę Leona, natomiast on siedział i patrzył ślepo przed siebie. Zaniepokoiło mnie jego zachowanie. Podeszłam przejęta i usiadłam mu na kolana. Patrzył na mnie próbując zamaskować, że coś się dzieje. Niestety mnie nie oszuka. Znam go zbyt długo. Spojrzałam mu prosto w jego piękne oczy po czym delikatnie pocałowałam w usta.
- Wiem, że coś się dzieje - wyszeptałam mu prosto w usta natomiast ona chciał to ukryć uśmiechając się - Mnie nie oszukasz - dodałam i położyłam mu rękę na policzku po czym szczerze się do niego uśmiechnęłam
- Pójdę się ubrać a ty zjedz śniadanie - odpowiedział, ściągnął mnie ze swoich kolan i udał się do sypialni a ja zaczęłam jeść śniadanie przygotowane przez niego. Teraz jestem w stu procentach pewna, że coś się stało. Nigdy się tak nie zachowywał. Coś go trapi. A może coś się stało, może coś zrobiła? Nie to nie możliwe, gdyby tak było nie odzywałby się do mnie albo co gorsza unikał. Musze to z niego wyciągną nawet siłą. Martwię się o niego i po prostu muszę wiedzieć co się dzieje. Kocham go i nie potrafię patrzeć jak on cierpi a widać, że tak jest. Po chwili usłyszałam kroki. Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam ubranego już Leona. Wyglądała niesamowicie nawet lepiej ode mnie. Ubrany był w białą koszulkę, na to dżinsowa, ciemną kamizelkę, czarne rurki i szaro, białe wysokie Nike. Wstałam uśmiechnięta z miejsca i podeszłam do niego.

wtorek, 15 lipca 2014

POMOCY.

''Cause i'm in love with the thought of you''

Jak widać w tytule potrzebuję pilnie waszej pomocy.
Nie będę tutaj pisać smętnych i niepotrzebnych wstępów tylko przejdę do sedna.
Sprawa jest taka, że potrzebuję inspiracji. W końcu do tego doszło, że moja kochana niezawodząca mnie nigdy wena w końcu jednak mnie opuściła. Pewnie sobie pomyślicie iż przesadzam ale tym razem tak nie jest. Od ponad trzech dni siedzę nad rozdziałem i jedyne co mam to dwa głupie i bezsensowne zdania. Próbowałam już chyba wszystkiego co zawsze mi pomagało aby napisać rozdział.
* Słuchałam przez cały dzień muzyki
* Czytałam wszelkiego rodzaju blogi
* Oglądałam romantyczne, komediowe, sensacyjne, muzyczne filmy a nawet horrory i biografie ( Wczoraj obejrzałam chyba z pięć filmów różnego gatunku)
* Przeglądałam zdjęcia zakochanych par
* Czytałam internetowe dialogi miłosne jak i listy oraz cytaty miłosne
* A nawet słuchałam Disco Polo ( Nienawidzę tego typu muzyki )
I wiecie co TO NIC NIE POMOGŁO. Wpadałam na parę ciekawych pomysłów ale na dalsze rozdziały. Chociaż muszę przyznać, że spodobały mi się dwa filmy romantyczne a także powróciło zainteresowanie Bieberem przez jego biografię i taką jedną pioseneczkę, którą chyba wykorzystam w opowiadaniu. No ale ja tutaj nie o tym.
Błagam was pomóżcie mi się odblokować. Podrzucajcie jakieś pomysły na następne rozdziały na tego i drugiego bloga, mogą być pisane w komentarz albo wysyłane na pocztę ( daria.blanco@interia.pl ) a nawet stworzę stronę '' Pomysły'' Błagam zaangażujcie się, bo jeśli nic nie wymyślę będę zmuszona zawiesić bloga.. Potrzebuje was!!!
Moje GG : 47283312


czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 23: To już przeszłość

Violetta
Spakowałam już najpotrzebniejsze rzeczy, no dobra nie do końca najpotrzebniejsze ale na pewno mi się przydadzą. Za chwilę powinien zjawić się tutaj mój książę swoimi sportowym samochodem. Strasznie się cieszę, że jedziemy na ten krótki urlop. Mam nadzieję, że po tym wyjeździe nadal będzie tym samym Leonem. Prawdę mówiąc brakuje mi trochę Belli ale takie jest życie nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Spojrzałam na złocisty zegarek znajdujący się na moim lewym nadgarstku. Mam jeszcze nie całe dwadzieścia minut do jego przyjazdu. Wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni w celu dokończenia nadpitej już wcześniej kawy. Wzięłam do ręki błękitny kubek z zieloną koniczyną po czym upiłam łyk już zimnego ale nadal smacznego napoju. Kiedy miałam ponownie zamoczyć usta w cieczy, usłyszałam dźwięk dzwonka. Wzdrygnęłam przestraszona co spowodowała iż kawa znalazła się na mojej turkusowej rozkloszowanej sukience. Przeklęłam cicho pod nosem, odstawiłam zdenerwowana kubek na blat po czym szybkim ruchem udałam się do drzwi w celu ich otworzenia. Za drzwiami ujrzałam mojego uśmiechniętego od ucha do ucha ukochanego. Jak na złość po raz pierwszy jest przed czasem. Przywitałam się z nim czułym pocałunkiem a następnie wpuściłam do środka mojego schludnego mieszkania. Zaśmiał się pod nosem widząc już dość widoczną plamę na mojej odzieży.
- Zaniesiesz moją walizkę do samochodu a ja w tym czasie się przebiorę - powiedziałam łagodnym głosem uśmiechając się przy tym do niego. Kiwnął twierdząco głowom po czym razem ze mną ruszył do sypialni zaprać mój bagaż. Kiedy tylko wszedł od razu złapał w swoje silne ręce przedmiot i z wielkim uśmiechem na twarzy wyszedł z pomieszczenia. Natomiast ja jak najszybciej podeszłam do szafy w celu wybrania ubrań na zmianę. Próbowałam jak najszybciej znaleźć coś odpowiedniego jednak to tylko pogarszało sytuację. Kiedy jestem zdenerwowana albo się śpieszę nigdy nic mi nie wychodzi. Po chwili jednak rzuciłam mi się w oczy biała sukienka. Szybko zgarnęłam ją z wieszaka i pobiegłam do łazienki aby zamienić u plamioną odzież na czystą. Wykonałam ta czynność jak na mnie dość prężnie. Wróciłam jeszcze do sypialni ściągnęłam mój złoty zegarek a nałożyłam bransoletkę także w kolorze złotym. Zrzuciłam z moich stóp buty i założyłam białe obcasy, które stały przy łóżku. Spojrzałam w lusterko i uśmiechnęłam się do siebie. Efekt był jeszcze lepszy niż wcześniejsza strój. Rozejrzałam się po pomieszczeniu by zobaczyć czy na pewno wszystko zabrała. Kiedy zorientowałam się, że niczego nie zapomniałam szybko wyszłam z mojej sypialni. Przed wyjściem zgarnęłam jeszcze klucze, których następnie użyłam by zamknąć moje własne królestwo. Obróciłam się i wtedy ujrzałam mojego ukochanego seksownie opartego o swój pojazd bawiącego się kluczykami od samochodu. Uśmiechnęłam się do niego po czym z gracją podeszłam. Jego ręce automatycznie powędrowały na moją talię co wywołało u mnie przyjemny dreszcz.
- Gotowa ? - zapytał z uśmiechem po czym przetarł swoim nosem o mój co wywołało u mnie uśmiech i przyjemne ciepło. Kiwnęłam twierdząco głową po czym delikatnie pocałowałam go w usta. Jak na gentlemana przystało, Leon otworzył mi drzwi i pomógł mi wsiąść do pojazdu. Następnie zamknął drzwi i sam po chwili znajdował się w samochodzie tylko, że od strony kierowcy a chwilę później ruszyliśmy w stronę lotniska.